Mieszkanie, którego nikt nie chce…

Mieszkanie (dom) to zazwyczaj najbardziej wartościowy, a tym samym najbardziej sporny składnik wspólnego majątku. I najczęściej każdy z byłych małżonków chce, aby mieszkanie to przypadło właśnie jemu. Trudno się zresztą temu dziwić. Tyle że przyznanie takiego mieszkania jednemu z byłych małżonków zazwyczaj wiąże się z koniecznością dokonania spłaty na rzecz drugiego… I tu właśnie najczęściej jest pies pogrzebany… Po pierwsze pozostaje oczywiście kwestia uzgodnienia przez oboje byłych małżonków wartości tego mieszkania czy domu. To prawie zawsze powoduje spory i nieporozumienia. Jeśli jedno z małżonków chce mieszkania dla siebie, a drugie chce spłaty to jest oczywiste, iż każdy będzie podawał inną wartość mieszkania. Oczywiście: w interesie tego, kto chce mieszkanie „zatrzymać” dla siebie będzie to, aby wartość mieszkania była jak najniższa – bo też wtedy i wysokość spłaty też byłaby niższa. Ale to na marginesie. Bo bywa i tak, iż nikt mieszkania/domu/działki nie chce. Czasem np. małżonkowie mają już zupełnie inne plany i pomysły na życie, zamierzają wyprowadzić się do innego miasta albo za granicę. No i lokal czy działka położona gdzieś w Polsce do szczęścia potrzebna nikomu nie jest. Czasem (byli) małżonkowie mają kilka nieruchomości i wśród nich są takie (najczęściej o stosunkowo niewielkiej wartości), których nikt nie chce… Najczęściej oczywiście po prostu żadne z małżonków nie jest w stanie drugiej osoby spłacić. I powstaje sytuacja patowa, ponieważ…

Sąd w sprawie o podział wspólnego majątku nie może na siłę „uszczęśliwić” jednej ze stron własnością takiej działki. To logiczne, bo przecież przyznając to mieszkanie jednej stronie sąd musiałby zasądzić spłatę na rzecz drugiej strony, a w sytuacji gdyby ta strona do spłaty zobowiązana nie miała żadnych możliwości finansowych aby spłaty dokonać (ani nawet zdolności kredytowej) to rozwiązanie w praktyce nie miałoby sensu.  

W trakcie podziału majątku wspólnego po rozwodzie, sąd powinien orzec licytację składnika wspólnego majątku niechcianego przez żadne z byłych małżonków, np. domu czy warsztatu, oraz podział uzyskanej kwoty. Tak jednoznacznie stwierdził Sąd Najwyższy w jednym ze swoich wyroków (sygn. II CSK 187/12).

To naprawdę nie są łatwe sytuacje. Ale sąd coś zrobić przecież musi, bo inaczej sprawa nigdy by się nie skończyła. Jak więc wskazał Sąd Najwyższy, w takiej patowej sytuacji pozostaje jedynie zarządzenie przez sąd sprzedaży wspólnej nieruchomości, a następnie dokonanie podziału uzyskanych ze sprzedaży środków. Tyle, że to rozwiązanie nie jest najlepszym pomysłem. Nie jest, bo nikt na tym nie zyska. Oczywiście samą sprzedażą zajmować się będzie nie sąd, a komornik. I możesz być pewny, iż uzyskana ze sprzedaży kwota będzie daleka od rynkowej. A jak jeszcze pomniejszymy tę kwotę o koszty związane z całym postępowaniem, to już w ogóle niewiele zostanie… 

Może więc warto czasem porozumieć się z byłym małżonkiem?

Naprawdę : sprzedaż licytacyjna nieruchomości przez komornika nie będzie dobrym rozwiązaniem dla nikogo. Nikt na tym nie zyska. Sytuację pogarsza okoliczność, gdy np. nieruchomość jest obciążona  kredytem. Wtedy już zupełnie jest niedobrze, bo może się okazać, iż po takiej „komorniczej” sprzedaży nieruchomości  trzeba będzie naprawdę sporo dopłacać. Nie zawsze warto kierować się emocjami. Czasem, pomimo wciąż istniejącej niechęci do byłego czy byłej,  lepiej pomyśleć o wspólnym znalezieniu sensownego rozwiązania.

No i pamiętaj: przed sądem można zawrzeć ugodę. Takie rozwiązanie ma naprawdę sporo zalet. O ugodzie będzie więc w jednym z kolejnych wpisów.

Sprzedaż spółki — to portal prawniczy, na którym znajdziecie bardzo ciekawe informacje na temat tego w jaki sposób prowadzić sprawy spółek handlowych: